W tym co piszę poniżej nie ma spoilerów co do fabuły, tak więc można czytać przed wizytą w kinie.

Dziś rano byłam w Cinema City IMAX na tytułowym „Assassin’s Creed”. I szczerze mówiąc pierwszy raz nie wiem co mam myśleć o tym filmie. Po prostu nie wiem. Słyszałam kilka opinii, że był mega słaby. Wg. mnie nie był. Ale dobry również nie. Scenariusz taki sobie, gra aktorów trochę drętwa, dialogi czerstwe. I nie piszę tego ponieważ Michael Fassbender i Marion Cotillard nie należą do moich ulubionych aktorów, po prostu grali sztucznie. Film się bardzo wolno rozkręcał, wątki miałam wrażenie były posklejane na przysłowiową ślinę i taśmę. Może gdybym nie była wielką fanką gier z serii Assassin’s Creed, nie porównywałabym go z grą to film by mi bardziej przypadł do gustu. Bo jak wspomniałam na samym początku nie był zły (ale dobry też nie). Jedyne do czego nie mogę się przyczepić to efekty specjalne. Tak, chyba pierwszy raz się tego nie czepiam. Po prostu jako tako 3D nie było, a wszystkie efekty specjalne były jak najbardziej poprawne, utrzymywały wspaniały klimat i bardzo pozytywnie wpłynęły na mój odbiór całego obrazu.

Mam wrażenie, że scenariusz był pisany na szybko, a sam obraz kręcony by tylko zdążyć z premierą na przełom 2016 i 2017 roku. Czegoś tu zabrakło. Może rzeczywiscie trudno jest przedstawić Bractwo Asasynów i ich walkę z Templariuszami w ciągu zaledwie 2 godzin? Takie właśnie wrażenie odniosłam, że zabrakło na wszystko czasu.

Czy warto go zobaczyć? Wg. mnie zdecydowanie tak. Odbiór filmu, to czy nam się podoba czy nie to indywidualna sprawa i być może akurat Ty drogi czytelniku będziesz mieć całkowicie odmienne zdanie na jego temat niż ja.

Ja w każdym razie wracam go grania na moim PS4 – mam jeszcze do dokończenia Unity. I mam nadzieję, że jednak nie nakręcą kontynuacji Fassbenderowej wersji.

Podoba Ci się ten wpis? Udostępnij go!