„Strażnicy Galaktyki” czyli chyba jedyna produkcja Marvela, która nie porwała mnie od razu. Pierwszą część widziałam w Imax 3D i pamiętam jakby to było wczoraj jak narzekałam na efekty 3D. Tak naprawdę Star-Lord i jego ekipa zdobyli moje serce dopiero, gdy zobaczyłam ich drugi raz, tym razem w 2D, we własnym salonie, na ekranie własnego telewizora. I tak „Guardians Of The Galaxy” dołączyli do uwielbianych przeze mnie serii z Iron Manem, Kapitanem Ameryką, Thorem i pozostałymi Avengersami.

 

Z różnych względów drugą część postanowiłam obejrzeć w 2D (wraz ze wspaniałymi ludźmi z grupy „Trailery srajlery”). Teraz, po seansie, trochę żałuję, że był to pokaz bez okularów. Nawet w 2D sceny dedykowane do Imax wyglądały całkiem fajnie (może tym razem bym nie narzekała na efekty?). Niewykluczone więc, że do kina wybiorę się jeszcze raz.

Co do samego filmu… Ciężko pisać bez spoilerów, ale postaram się nie zdradzać fabuły. Za reżyserię i scenariusz ponownie odpowiedzialny jest James Gunn. W rolach głównych zobaczymy tych samych aktorów co w poprzedniej części, czyli: Chris Pratt (Star-Lord), Zoe Saldana (Gamora), Dave Bautista (Drax), Michael Rooker (Yondu Udonta), Karen Gillan (Nebula) oraz Vin Diesel podkładający głos pod Baby Groot i Bradley Cooper jako Rocket. Pojawia się również Sylvester Stallone (Stakar Ogord, członek pierwszych Ravagers, który wygnał Yondu za zdradę) oraz Kurt Russell w roli… Oj, tego nie mogę napisać! Moje serce oczywiście skradł nie Peter Quill znany jako Star-Lord lecz Baby Groot! Mała sadzonka (jak to niektórzy go nazywają) to taki 2-3 latek z wielkimi oczami. Uwielbia tańczyć i robić wszystko po swojemu. Nie da się go nie lubić. Ale nie tylko on wprowadza humor do filmu. Ogólnie cała najnowsza produkcja Marvela tryska humorem. Szczerze mówiąc dawno się tak nie uśmiałam. Może nawet tego humoru jest ciut za dużo, ponieważ nawet poważne sprawy przedstawione są tak, że łza w oku kręci się nie ze wzruszenia lecz ze śmiechu. Rocket jak zawsze okazuje swój cięty język i zamiłowanie do gadżetów, Drax nie grzeszy inteligencją przez co rozśmiesza Rocketa, a resztę wprowadza często w stan zakłopotania. Gamora jak zawsze lubi walczyć i stara się nie okazywać żadnych uczuć.

 

 

Ważną rolę w obrazie Jamesa Gunna odgrywa oczywiście jak zawsze muzyka, którą skomponował Tyler Bates. A na „Awesome Mix Vol. 2” pojawiają się takie hity jak:

Gra aktorów chwilami może wydawać się trochę sztuczna, lecz muszę przyznać, że dodaje to uroku całej produkcji i film ogląda się bardzo przyjemnie. Czy warto wybrać się do kina? Oczywiście, że tak! Nawet jeśli nie interesują Cię superbohaterowie oraz świat Marvela to i tak miło spędzisz czas w towarzystwie Star-Lorda, Gamory, Ratcheta, Draksa oraz Baby Groota. A z kina wyjdziesz z uśmiechem na twarzy.

Podoba Ci się ten wpis? Udostępnij go!